
W gruncie rzeczy chyba my, kobiety, zakochujemy się w mężczyznach właśnie dlatego, że tak się od nas różnią. I to właśnie nas w nich pociąga.
Boso po rosie
Czy pamiętacie te chwile, gdy po raz pierwszy odwiedziliście rodzinę narzeczonego lub narzeczonej? Emocje, które wam towarzyszyły z pewnością były duże. W końcu nigdy nie wiemy jak nas przyjmą i czy zaakceptują. W większości przypadków przyszła rodzina szybko akceptuje nowego członka rodziny i od razu angażuje go w swoje codzienne sprawy.
Tak było w przypadku Justyny, która wybrała się z narzeczonym do rodziny, która mieszkała na wsi. Kobieta zachwyciła się sielskimi widokami i bardzo szybko też zjednała sobie rodzinę narzeczonego. Szczególną sympatią obdarzyła jego kuzynkę, z którą nawiązała przyjacielską relację. Nie mogła tylko zrozumieć dlaczego Karol, jej narzeczony nie ma dla niej czasu i dziwnie się zachowuje. Miała nadzieję, że ślub zmieni ich relacje na bardziej pozytywne. Tylko po ślubie było tylko gorzej. A do tego Justyna odkryła, że nie niektórzy członkowie jej rodziny mają tajemnice.
Dziecko, nawet gdy ma ponad czterdzieści lat, dla matki zawsze jest tylko dzieckiem i zawsze, gdy dzieje mu się krzywda, matkę boli to tak samo, jak wtedy gdy upada, mając dwa latka, i porani sobie kolana.
Często słyszy się, że zakochani noszą różowe okulary, które nie pozwalają dostrzec wad ukochanej osoby. Dopiero po ślubie odkrywają prawdę o swoim współmałżonku/ce. I tak było w przypadku Justyny z powieści „Boso po rosie” Joanny J. Pawłowskiej. Kobieta jako szczera i prostolinijna osoba nie podejrzewała, że ktoś może chcieć ją oszukać lub wprowadzić w błąd. Dopiero małżeństwo otworzyło jej oczy na wiele spraw. Poczuła się oszukana i zdradzona. Na szczęście miała oparcie w rodzicach, babci i przyjaciółce. Ale nie było jej łatwo i nie jedną łzę wylała.
Tylko drugi człowiek może sprawić, że zaczyna się wypierać z pamięci traumatyczne przeżycia z przeszłości…
Zapraszam was do Konstancina i Drzymlina, gdzie poznacie nietuzinkowych bohaterów. Przekonacie się, że miłość ma niejedno imię i nie zawsze daje ona szczęście. Czasami jest ona bezgraniczna, innym razem zaborcza, a jeszcze innym razem jest złudna. Znajdziecie odpowiedź czy warto za wszelką cenę ratować małżeństwo dla dobra dziecka.
Przyjrzycie się relacjom rodzinnym, które potrafią dodać skrzydeł, ale też i takim, które wpędzają w poczucie winy. Bo w życiu bohaterów jest jak w życiu, raz lepiej, raz gorzej. I tylko od podjętych decyzji będzie zależało jak potoczy się dalsze życie.
Dajcie się otulić wyjątkową atmosferą, która panuje w domu rodzinnym Justyny i w Drzymlinie. Posmakujcie swojskich potraw, które są wspomnieniem z dzieciństwa dla wielu z was. Przypomnijcie sobie jak to było kiedyś na wsi i z jaką radością spędzaliście tam wolny czas. Tak samo jak bohaterowie powieści „Boso po rosie”. Oczywiście w powieści nie zabraknie dramatycznych i przykrych wydarzeń, które pokażą, że życie to nie sielanka. Ale warto przetrwać każdą burzę, która wprowadza chaos w życiu, by później cieszyć się dobrymi chwilami.
Gratulujemy pani Joannie debiutu, który zabiera czytelnika w podróż literacką do minionych lat.
Książka objęłyśmy naszymi patronackimi skrzydłami.
Książka zostaje dopisana do naszej listy przeczytanych książek.
Jeżeli czytałyście/czytaliście już tę książkę, proszę podzielcie się z nami swoimi wrażeniami.
Jednak jeśli jeszcze nie miałyście/mieliście okazji zapoznać się z jej treścią,
może Was moja opinia do tego skłoni. Ale pamiętajcie, że i tak czekamy na Wasze komentarze.
- tytuł: Boso po rosie
- autor: Joanna J. Pawłowska
- wydawnictwo: Literackie Białe pióro
- data wydania: 15.01.2025
- ilość stron: 458
- ocena: 8/10





