
Książka „Na dnie lustra” Żanety Pawlik jest przeładowana słowami i ocieka emocjami. Każde zdanie stanowi tutaj esencję – nasyconą przekazem, porównaniami i mocą. Temat nie należy do łatwych. Nie jest to prosta romantyczna historia zakończona happy endem, którą czyta się szybko i po którą najłatwiej sięga. Tę opowieść trzeba sączyć jak likier, ponieważ pełno w niej zawirowań. Choć główna bohaterka jest tylko jedna, to właśnie ona znajduje się na samym dnie.
Tematyka poruszona w tej historii koncentruje się przede wszystkim na alkoholizmie oraz rodzinie, która próbuje się poskładać, jednak z marnym skutkiem. Jednocześnie autorka porusza kwestie adopcji i więzi z rodziną biologiczną. Czy dziecku powinno mówić się o adopcji od samego początku? Dlaczego osoby adoptowane decydują się szukać swoich korzeni? I czy takie poszukiwania prowadzą do czegoś dobrego?
Alkohol zaciera tutaj obraz rzeczywistości. Wpływa na i tak ogromną impulsywność oraz nabrzmiałe emocje głównej bohaterki. Anita Wejnart, reporterka, nosi w sobie gorycz życia. Rozlewa ją wokół siebie, raniąc najbliższych i nie tylko ich.
-Noszę w sobie niezgodę na świat. Dokądkolwiek pójdę, zabiorę siebie. A to nie jest miłe towarzystwo. – Nie lubisz siebie? – A ty? – Odbił pytanie. – Nienawidzę- wyszeptałam Adamowi do ucha…
Lustro
Tytułowe lustro ma tutaj dwojakie znaczenie. Z jednej strony odbija świat bohaterów takim, jakim naprawdę jest – bez czarnowidztwa matki Anity i bez zagmatwanej, trudnej historii samej bohaterki. Z drugiej strony lustro kojarzy mi się z piciem w samotności, z tak zwanym „piciem do lustra”. W kontekście alkoholizmu i świata widzianego przez pryzmat kieliszka – albo, co gorsza, bez niego – staje się ono stałym atrybutem codzienności Anity. Syk otwieranej puszki piwa sprawia, że świat choć na chwilę staje się bardziej znośny.
Czy jednak Anita będzie w stanie dalej nieść na swoich barkach ten plugawy, niedoskonały świat? Jej obraz samej siebie, pogrążonej w tym całym bagnie, również nie jest najlepszy. Z jednej strony goni za przeszłością, próbując odkryć jej rąbek i poznać własne pochodzenie. Z drugiej zrzuca odpowiedzialność za to, jaka jest, na swój los. Czy to rodzina ją ukształtowała? Czy geny? A może to właśnie późniejsze, dorosłe decyzje doprowadziły ją do tego miejsca?
Adopcja, alkohol, życie na dnie?
Adopcja, alkohol i problemy, z którymi zmaga się Anita, stają się świetną zasłoną i wygodną wymówką, by usprawiedliwić swoje życie, a przede wszystkim picie, złym losem. Tylko gdzie w tym wszystkim jest miejsce na miłość i odnalezienie spokoju? Czy z tego bagna można wyjść i jeszcze nauczyć się kochać?
Bo alkoholizm jest chorobą, samobójstwem rozłożonym w czasie. Bez wsparcia z zewnątrz, a przede wszystkim bez przekonania, że chcę dla siebie, nie dla innych, tak na prawdę, szczerze – nie ma nawet sensu zaczynać tej walki, przegranej od początku. Stworzyłam sobie świat iluzji i zaprzeczeń, nauczyłam się okłamywać innych, nie dostrzegłam, że tkwię na dnie.
Dziękuję wydawnictwu Replika za możliwość przeczytania tej książki.
Jeżeli czytałyście/czytaliście już tę książkę, proszę podzielcie się ze mną swoimi wrażeniami.
Jeżeli jeszcze nie miałyście/mieliście okazji zapoznać się z jej treścią, może Was moja opinia do tego skłoni. Czekam na Wasze komentarze.
Książkę dopisujemy dopisana do naszej listy przeczytanych książek.
- tytuł: Na dnie lustra
- autor: Żaneta Pawlik
- ilość stron: 351
- wydawnictwo: Replika
- data wydania: 12.05.2026
- ocena: 8/10








